czwartek, 14 stycznia 2016

Epizod 4:" Porwanie"

Zawsze gdy przybywałam w wieży to chciałam by czas płynął jak najprędzej... Jednak bywają w życiu chwilę,które pozostają ciągle w pamięci i chce się je trzymać w dłoniach jak najdłużej...  Chwila o której mówię zdarzyła się gdy miałam jeszcze 6 lat... Jednak po kolei.
Tego dnia gdy się już obudziłam nie czułam się najlepiej moja twarz była cała czerwona i kręciło mi się  w głowie. Jednak nie było nikogo w pobliżu komu mogłabym o tym powiedzieć. Wyszłam spod pościeli, jednak zrobiło mi się okropnie zimno, cała się trzęsąc pomaszerowałam chwiejąc się na nogach do drzwi, gdy byłam przed nimi upadłam słabo na kolana
- Co się dzieje..?-szepnęłam do siebie ze łzami. Usiadłam przy drzwiach oddychając powoli
Wtedy niespodziewanie zjawiła się Hate, po jej wyrazie twarzy zorientowałam się,że jest zmartwiona. Kucnęła przy mnie szybko.
- Mizuki!
- H..Hate- wymamrotałam- Coś się ze mną dzieje...-wymamrotałam
- Jesteś chora... Nie możesz tu dłużej zostać
- Ale nie mogę odejść...
- Spójrz na siebie! Przez to, że tu jesteś... Nie chce by coś ci się stało
- Hate... jestem taka słaba...-przymykałam powoli oczy
- Nie! Nie zasypiaj!- wyjęła skrzypce i smyczek. Przyłożyła szybko skrzypce do szyi a smyczek do strun zaczęła grać. Melodia jak za każdym razem gdy grała była inna ale jednocześnie smutna i piękna- Zaśpiewaj dla mnie proszę...
- Zaśpiewać?-zdziwiłam się
Przytaknęła tylko dalej grając
- Nie mam sił...
- Proszę..
Słaba podniosłam głowę po chwili zaczęłam cicho śpiewać.
- Ładnie-uśmiechnęła się- Głośniej...
Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam tak jak mówiła. Mój głos rozniósł się na całe pomieszczenie. Cicho ale jednak słychać było przed drzwiami do wieży gdzie stali straże.
- Śpiewa?-powiedział jeden  z nich
- To dość dziwne... Nigdy tego nie słyszałem..-drugi
- Pięknie.. Hm.. może sprawdzę co się tam dzieje przecież jest sama..
Drugi kiwnął na to głową. Po chwili wszedł do wieży i po chwili był przed drzwiami.
- Skrzypce?-zdziwił się gdy usłyszał melodię na nich graną
Ja dalej śpiewałam, Hate nagle zniknęła. Nie zareagowałam na to gdyż  w tym samym momencie  straciłam przytomność. Mężczyzna gdy zorientował się,że nic nie słychać zdziwił się.
- Muszę to sprawdzić...-wyjął klucze i otworzył nimi drzwi. Widząc,że leżę przed drzwiami nieprzytomna podbiegł szybko - C...Co się stało..-położył dłoń na moim czole- Jest cała rozpalona...-szepnął i spojrzał uważnie- Biedna mała... pewnie cały czas cierpiała,ale nie miała komu tego powiedzieć... I dlatego ostatkiem sił śpiewała....
Nie myślał długo nad konsekwencjami,ale wziął mnie szybko na ręce i wyszedł z wieży na zewnątrz.Drugi ze straży zdziwił się gdy to ujrzał
- Co ty wyprawiasz!?
- Gorączka... Jest bardzo rozpalona...
- No i!? Z królową trzeba to najpierw uzgodnić!? Będzie zła!
- Mam to gdzieś! nie widzisz jak to dziecko cierpi przez te zamknięcie nawet teraz.. Jak ją odstawię do wieży dopiero dowie się o jej stanie guwernantka jeśli przyjdzie ale wtedy może być już za późno!
Spojrzał w bok
- Nie mieszaj mnie to nie chcę mieć przez to kłopotów!
- A ja wolę mieć niż mieć to na sumieniu!!- ze mną na rękach pobiegł szybko.- Powiedz królowej, że jest w szpitalu!
- Wiatr...-wyszeptałam słabo- czuję wiatr...
Mężczyzna zerknął na mnie smutno.
- Za niedługo będziemy na miejscu...
Po czasie byliśmy w szpitalu gdzie nikt za bardzo nie zwracał uwagi na nas i na to co mówi mężczyzna.
- DO CHOLERY! NIE MOŻECIE POŚWIĘCIĆ CHWILI!-wrzasnął na cały korytarz
Wtedy od razu podbiegła do nas pielęgniarka spojrzała na mnie uważnie i położyła dłoń na czole
- Oh! Jest źle!  Cała rozpalona!-rozejrzała się. Przechodził akurat  lekarz kobieta złapała go i powiedziała- Pan Doktor jest wolny?
- Mam przerwę na obiad..
- Trafiła tu dziewczynka... Ma bardzo wysoką temperaturę
Pokręcił głową
- Ta dziewczynka jest pod opieką królowej! Chyba nie chcesz by królowa była na ciebie zła- mężczyzna.
Spojrzał w bok
- Do pokoju 212
Ruszyli szybko. Położono mnie ostrożnie na łóżku a lekarz od razu zaczął badać
- Przybył pan w ostatniej chwili...  42 stopnie... Gdyby dłużej pan zwlekał mogłaby umrzeć...
- Ja zwlekał!? To tu nikt nie chciał jej przyjąć...
- Trzeba obniżyć temperaturę.
Po chwili panowało ogólne zamieszanie lekarz zawołał kilka pielęgniarek. I próbowali obniżyć temperaturę.
Jakiś czas potem przybyła Reitunity
- Królowa...-szeptali między sobą pracownicy szpitala
Weszła do sali,w której byłam wraz z siedzącym ciągle przy moim łóżku mężczyzną ze straży.
- Mizuki- podeszła szybko do mojego łóżka,w którym spałam,po chwili spojrzała na mężczyznę- Ty ją uratowałeś?
- Tak...-przegryzł wargę- Czemu to dziecko musi tak żyć?
- Słucham?
- Nie rozumiem...
- Tak musi być...  Ma moc,którą mogą posłużyć się wrogowie
- No to ją zabierz! I pozwól jej żyć spokojnie!
Spojrzała  w  bok
- Daru nie można odebrać...
- Chore...-szepnął i wyszedł.
Ja w tym czasie miałam snem, a zatem śniła mi się zagłada Królestwa.
- To dobre...-powiedziała postać,która była odwrócona do mnie plecami. Widziałam,że ma długie włosy spięte w dwa wysokie warkocze związanymi odwróconymi do góry czarnymi sercami. Była odwrócona w  kierunku płonącego królestwa.
- Dobre..?-wyszeptałam
- Po co ma istnieć miejsce gdzie się wyłącznie cierpi?
Spuściłam delikatnie wzrok
- Dobre...-powiedziałam
- Lepiej by zniknęło
Słysząc to podniosłam głowę ze łzami
- NIE!-wrzasnęłam w śnie jak i na zewnątrz otwierając szeroko oczy
- Mizuki?-patrzyła na mnie ze zmartwieniem królowa
Rozejrzałam się po pokoju słabo i zdziwiłam się
- Gdzie ja jestem?
- W szpitalu
- Szpital? Czemu tu jestem?
- Masz gorączkę
- Gorączkę?- po chwili do mnie dotarła pewna rzecz- Nie jestem w wieży...-wymamrotałam
Reitunity usłyszała to i spojrzała na mnie
- Mizuki..
Podniosłam powoli głowę
- Chyba masz za wielką gorączkę...
- U..um- przytaknęłam smutno i spuściłam gwałtownie głowę.
- Czemu jesteś smutna?
- Ja...-zerknęłam na nią jednak po chwili spuściłam wzrok- Nie ważne...
To się nigdy nie zmieni... zawsze będę zamknięta nieważne co powiem a co nie... Kiedyś ucieknę nawet nie zapytam-pomyślałam i ścisnęłam pościel.
- Królowo.. Jestem zmęczona..
- Dobrze.. to zdrzemnij się... Ja wyjdę by ci nie przeszkadzać...- wyszła z pokoju.
Gdy drzwi zamknęły się za nią rozpłakałam się.
Po jakimś czasie zasnęłam a gdy się ocknęłam nie byłam już w szpitalu. Zdziwiona rozejrzałam się
- Gdzie ja jestem...
Ściany były w kolorze czarnym tak jak kryształowa posadzka. Po chwili zorientowałam się,że nie jestem sama, spojrzałam szybko w kierunku, z którego czułam się obserwowana. Stał tam młody chłopiec z czarnymi włosami sięgającymi  za szyję, czerwonymi oczami oraz spiczaste uszy. Na sobie miał czarny mundur, z pleców wyrastały mu demonie skrzydła.
- Kim... Jesteś?-szepnęłam zdziwiona.
Milczał spoglądając na mnie przybliżył się do mnie. Chciałam się odsunąć jednak dostrzegałam wtedy trzymające mnie łańcuchy.
- Nie bój się... nic ci nie zrobię...-powiedział
Pomrugałam oczami słysząc,że coś mówi. Spojrzałam na niego powoli
- Jestem ciekawy... Pierwszy raz widzę żywego człowieka...
- Żywego człowieka..
- No jak już widzę człowieka to martwego...-uśmiechnął się- Jesteś pierwszą żywą osobą,która tu jest...
- Gdzie ja jestem? I czemu tu jestem?
- Hm... Nie powiem- zaśmiał się
- Ej!-zrobiłam grymasa
- Interesujące...
- Co? Że jesteś w miejscu pełnych demonów i nie boisz się robić sobie fochów na demona-znów się roześmiał.
- Demon..?
- No uwierz lub nie... Ale jestem demonem...
- Nie wyglądasz mi na demona...
- Nie?
- Na normalnego chłopaka bardziej...
- Głupia jesteś- powiedział z uśmiechem
Dziwnie się czułam... Bo nie byłam w wieży... i z tego co zrozumiałam groziło mi niebezpieczeństwo ale się nie bałam. Z jakiegoś powodu czułam się bezpiecznie. Spojrzałam na chłopca  uważnie. Nie wyglądał dla mnie na złego, tym bardziej,że zachowywał się normalnie i jako mój wróg rozmawiał ze mną i śmiał się. Nie wiedziałam czemu czułam ciepło w sercu,którego nie czułam nawet od Hate.
- Czego się na mnie gapisz?
- Nic...-odwróciłam od  niego wzrok i z wyrazem twarzy,który mówił o mym zdenerwowaniu rzekłam: -Myślę co ja tu robię
- Mój ojciec cię potrzebuje...
- Ojciec?-zdziwiłam się bardziej
- Widzę,że nasz gość już się obudził...-z cienia wyszedł  doktor ze szpitala
Widząc go pomrugałam oczami.
- A dziwisz się widząc to przebranie...-zaśmiał się cicho, niespodziewaniem jego wygląd uległ zmianie na sobie miał czarną ciężką zbroję z peleryną. Miał długie czarne włosy i czerwone oczy oraz spiczaste uszy tak jak chłopiec demonie skrzydła.
- D..demon...-wymamrotałam z szeroko otworzonymi oczami.
- O tak...
- Czemu mnie porwałeś!?
- Potrzebuję ciebie i twego daru dziecinko...-przybliżył się
- Mnie?Daru?-powiedziałam cicho i pokręciłam głową- To tak nie działa jak uważacie wszyscy! Te wizje pojawiają się kiedy chcą nie na zawołanie!
- Jednak królowa po coś cię trzyma w tej wieży co nie?
Spuściłam głowę
- Biedna dziewczynka... Nie poznaje ludzi i świata przez tak okropną kobietę...
- Nie jest okropna..-wyszeptałam i podniosłam głowę ze łzami- Może i mnie więzi ale i też daje mi dom...
- Głupia-mruknął chłopiec
- Nie jestem głupia! Mimo co to Reitunity jako jedyna mnie przygarnęła!
- Hm...-demon spojrzał na mnie uważnie- Nie jesteś z Kryształowego Królestwa...
- C..co?
- Nie czuję tego od ciebie... a poza tym twe serce na czole to jedynie przedmiot... To czym ty jesteś co?
- Nie wiem... Nie znam mego pochodzenia mimo,że widzę przeszłość i przyszłość nie widzę tego czego chcę...
- Ja bym cię przygarnął i Baal-spojrzał na chłopca
- Baal? Przecież to imię...
- Tak Boga Wojny-zaśmiał się wrednie- Kiedyś ten chłopiec wyrośnie na wielkiego przywódcę... I podbije Kryształowe Królestwo
- Baal... Bóg Wojny...-wyszeptałam spoglądając na niego
Baal jedynie uśmiechnął się złośliwie a demon zerknął na mnie
- Wiesz co będzie gdy kiedyś on zaatakuje królestwo?
Posmutniałam czułam w tym momencie jak do oczu napływają mi łzy
- Będziemy wrogami...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz