Dni mijały... Gdy zostawałam sama, Hate pojawiała się tak,że spędzałyśmy ze sobą większość dni.Przywykłam do niej, pytałam ją o wszystko związane ze światem,a ona zawsze odpowiadała w taki sposób,że od razu wszystko rozumiałam.
- Hate...-wyszeptałam zamyślona
- Tak?-spojrzała na mnie
- Czym jest miłość?- spytałam i zerknęłam na nią
- Czemu pytasz?-zdziwiła się
- Ponieważ... Czytałam wiele ksiąg na ten temat i nie rozumiem...
Zastanowiła się chwilę i znów spojrzała na mnie
- Miłość to tylko słowo.. Uczucie niby szczęścia.... Jednak w rzeczywistości uczucie skazujące na klęskę
Pomrugałam oczami
- Jak się zakochujesz... Cierpisz...
- Cierpię? Dlaczego?
- Tak to już zawsze było..
- Rozumiem-spojrzałam smutno w bok
- Nie smuć się... Nie jest ci to potrzebne..
- Jak to?
- Przyjaźń... Nasza przyjaźń jest silniejsza od tego, pamiętaj...
- Przyjaźń?
Uśmiechnęła się lekko
- Lubię cię
- Dziękuję...-uśmiechnęłam się zawstydzona i spojrzałam w górę. "Jednak.. Chciałabym poczuć choć na chwilę to uczucie.. Mimo ryzyka.."-pomyślałam widząc w głowie wizję, przyszłe zdarzenie. Różowowłosą dziewczynę w jasnoróżowej sukni i mężczyznę z brąz włosami w granatowym stroju księcia - " Kocham Cię"- mężczyzna przytulił do siebie dziewczynę.
Zarumieniłam się zawstydzona
- Kocham..-wyszeptałam
- Mizuki?
Ocknęłam się z zamyśleń i pomachałam rękoma
- Nic nic...-zaśmiała się głupio- Miałam tylko znów jakąś głupią wizję..
- Rozumiem..
Kilka dni później zdecydowano,że mam nauczyć się grać na pianinie. Wszystko to było dla mnie jakieś inne, bo zawsze siedziałam w miejscu pozbawionym muzyki i lekcje nigdy takie nie były. Dlatego byłam szczęśliwa, słuchałam uważnie tego co mi mówiono i uczyłam się wszystkiego od podstaw. Po pierwszej lekcji umiałam już mniej więcej gamę z zgodnym ułożeniem palców. Przyznam,że trochę było mi ciężko bo palce jakby nie słuchały plątały się na wszystkie strony. Po dwóch tygodniach umiałam już grać piosenki. Jednego z razów gdy był już wieczór a ja grałam, tak dla siebie Hate jak zwykle już była siedziała na łóżku i spoglądała a mnie
- Czemu to aż tak cię cieszy?-spytała
- Bo to piękne-zawołałam wesoło odrywając dłonie od pianina i spojrzałam na nią
- Piękne?
Kiwnęłam głową i zamknęłam oczy
- Każdy klawisz wytwarza jakąś piękną melodię... Grając przenoszę się w inny świat... świat pełen kolorów... w którym wszędzie słychać śpiew ptaków- otworzyłam oczy i zaśmiałam się- To cudowne
- Inny świat? Więc wolisz tam być niż ze mną?-spojrzała smutno
Pokręciłam głową
- Jesteś moją przyjaciółką... Mimo co...- zastanowiłam się- A ty... czemu nie grasz na żadnym instrumencie?
- Bo to bezsensu... -mruknęła i odwróciła wzrok w bok
- Nie prawda! Ma sens.. Grając przenosisz na instrument swe uczucia...
- To nie ma znaczenia...
- Ja chciałabym usłyszeć twe uczucia...-uśmiechnęłam się lekko
- Nienawidzę... muzyki
- Nienawidzisz?
Przytaknęła tylko
- Czemu
- Bo w tym świecie nie ma i tak znaczenia...
Opuściłam głowę, zerknęła na mnie po chwili obróciła się
- Przyjdę jutro...-powiedziała tylko
- Hate...-szepnęłam.
Następnego dnia.
Już minęło sporo czasu od zajęć a Hate nie pojawiała się dlatego zaczęłam się martwić tym. To nie było do niej podobne. Przez myśl przeszło mi nawet,że mnie znienawidziła. Jednak moje obawy szybko zniknęły bo pojawiła się wieczorem, w dłoni miała czarne kształtne pudelko
- Hate..-powiedziałam i rozpromieniłam się widząc ją
- Wybacz,że czekałaś
Pokręciłam wesoło głową
- Nic się nie stało... Martwiłam się tylko trochę...
- Martwiłaś?
Przytaknęłam
- Bo nie było cię długo..-przyznałam zawstydzona
- Przepraszam więcej to się nie powtórzy-uśmiechnęła się
- Co tam masz?-spytałam wskazując na pudełko
- A to... -spojrzała na nie- Myślałam nad tym co mówiłaś i postanowiłam spróbować...
- Spróbować?
- Wylać swe uczucia na instrument...-otworzyła pudło,a w nim były ciemnobrązowe skrzypce.
- Skrzypce?-szepnęłam widząc je
- Tak-uśmiechnęła się delikatnie
- Skąd je masz?
- Jak to skąd? Ze sklepu...-odparła krótko
- Ale.. Jak nauczysz się grać?
- Ćwiczyłam już...
- Ćwiczyłaś?
Kiwnęła głową
- Przez cały dzień... Chcesz posłuchać?-spytała
- O..Oczywiście...-usiadłam szybko spoglądając na nią wyczekująco.
Nie odpowiedziała więcej przyłożyła skrzypce z pudła wzięła smyczek,który przyłożyła do strun. Zamknęła oczy i ze skupionym wyrazem twarzy zaczęła przejeżdżać smyczkiem po strunach. Wydobyła się z instrumentu przepiękna jak i smutna melodia. Słysząc ją uśmiechnęłam się z gwiazdkami w oczach zachwycona. Melodia była aż tak chwytająca za serce,że aż czułam uczucia Hate. Cierpienie, strach, nienawiść i ostatnie nadzieja... Po chwili przerwała i spojrzała na mnie
- I jak?
Stanęły mi w oczach łzy, które po chwili spłynęły po policzkach
- Piękna...
- Cieszę się...
- Masz prawdziwy talent!
Machnęła ręką
- Nie przesadzaj...
- Nie przesadzam...-zamyśliłam się i znienacka zdecydowałam spytać- A ty.... będziesz kochać?-spytałam niepewnie
Zdziwiła się
- Że co?
Spojrzałam powoli na nią
- Czy postanowisz kiedyś się zakochać?
- Nie-odparła krótko- Już ci mówiłam moje zdanie na ten temat...
- Ale nawet nie próbujesz...
- Nie ma co próbować nie chcę cierpieć...
Odwróciłam wzrok
- Jednak.. Mam jedną zasadę...
- Zasadę?
- Co do miłości...
Pomrugałam oczami zdziwiona i znów na nią spojrzałam.
- Nie ważne...
- Powiedz..proszę-poprosiłam
- Zakochać się nie czując...-powiedziała po chwili milczenia
- Zakochać się.. nie czując?-zdziwiłam się -Nie rozumiem...
- Jakbym miała się zakochać to nie angażując się... nie pokazywać tych uczuć... kochać z ukrycia... tak by nie cierpieć...
- To smutne...-spuściłam głowę
- Skądże... -uśmiechnęła się
- A jeśli ta druga osoba by cię pokochała?
Wzruszyła na to ramionami
- To jej problem... ja się nie angażuję...
- "Myślałam,że jesteśmy do siebie podobne... ale "-spojrzałam w niebo-"różnimy się w kwestii zakochania... nie mam zasad... chcę czuć tak jak w książkach ..."
piątek, 27 listopada 2015
sobota, 7 listopada 2015
Epizod 2 "Pierwszy raz na wolności. Atak wroga i pojawienie się Hate"
Tego dnia nie umiem zapomnieć do tej pory, bo już od początku był już inny niż pozostałe. Od samego rana padał deszcz. Jak co dzień czekałam na przybycie guwernantki, ale nie przybyła. Zdziwiło mnie to gdyż zawsze przychodziła. Ale co mogłam zrobić będąc ciągle w zamknięciu? Siedziałam na ziemi i czekałam na przybycie królowej,która zawsze przychodziła o tej samej porze. Jednak i jej nie było.
- Co się dzisiaj dzieje?-szepnęłam po upłynięciu kilku godzin.
Usiadłam w kącie i skuliłam się,zawsze robiłam to gdy czułam się samotna. W pewniej chwili spłynęły mi łzy. Poczułam się jeszcze bardziej samotna niż zawsze, i wtedy przybył sługa z obiadem.
- Obiad- powiedział z uśmiechem, otworzył drzwi i wszedł do środka.
Ja byłam za bardzo załamana by spojrzeć na niego. Mimo,że zawsze byłam smutna to nie chciałam nikomu tego pokazywać.
Służący widząc,że nadal siedzę w tym samym miejscu i jestem skulona podszedł zmartwiony bliżej.
- Panienko? Wszystko dobrze?
Milczałam spłynęło mi więcej łez,które niestety on zauważył.
- Hej co się stało?-spytał
- Nikt mnie nie odwiedził...-wyszeptałam
- Pewnie przyjdą później.
Pokręciłam głową smutno.
- Nie przyjdą...
- Nie martw się.. Mam obiad on cię od razu rozweseli
- Nie lubię tego miejsca-przyznałam.
To był pierwszy raz jak komuś powiedziałam co czuję. Zawsze dusiłam w sobie uczucia.
- Kiedyś na pewno będziesz wolna...
Milczałam podniosłam głowę
- Już w to nie wierzę...
Opuścił głowę.
- Pozwoli mi pan wyjść?
- Co? Ale... Ja nie mogę....
Spoglądałam ze łzami
- Chociaż na chwilę... Nigdy nie byłam na świeżym powietrzu.
Pokręcił głową
- Wybacz... nie mogę... A nawet jeśli to pada więc nie ma sensu wychodzić
- Proszę pana... Mogę nawet zmoknąć ale chcę wyjść
Myślał
- Tylko na chwilkę... Królowa się nie dowie... Proszę
- Zgoda...-wyszeptał
- Na prawdę?-zdziwiłam się
Przytaknął
- Ale prędko...
Wstałam z ziemi
- Chodźmy...-ruszył
Nie myślałam wtedy długo wyszłam za nim. Tego uczucia nie umiałam opisać. Z jednej strony szczęście bo wyjdę z wieży, a z drugiej strach,że to się wyda.
Po niedługiej chwili bez przeszkód wyszliśmy na zewnątrz.
Ta chwila do tej pory jest dla mnie niezapomniana. Ten chłód, wiatr we włosach i deszcz. Po raz pierwszy poczułam się wolna. Podniosłam dłoń delikatnie ku górze, i wtedy na niej poczułam wilgoć, była to jedna z kropel deszczu. Spojrzałam na dłoń po chwili uśmiechnęłam się lekko. Wyszłam dalej i zaczęłam się kręcić w deszczu szczęśliwa. Nie obchodziło mnie to,że jestem coraz bardziej morka, nawet cieszyłam się z tego faktu.
Jednak to była tylko chwila...
Bo w pewnym momencie z chmur wydobyły się pioruny. Zaskoczyło mnie to i ustałam a służący od razu podszedł do mnie i złapał za nadgarstek
- Wracajmy
- Nie! Nie to za prędko!-zawołałam smutno
- Zgadzam się z tym-rozległ się echem głos mężczyzny.
Po chwili pojawił się kilka metrów dalej. Miał długie czarne włosy i czarny mundur.
Zmartwiłam się i wycofałam się niepewnie.
- Ty jesteś tą dziewczynką co widzi przeszłość i przyszłość, prawda?
Pokręciłam szybko głową przestraszona
- Nie umiesz kłamać... Widzę po twej twarzyczce... Boisz się i zapewne wiesz kim jesteś.
Znów pokręciłam głową.
- Reaguje jak każde inne dziecko,które spotyka niespodziewanie jakiegoś obcego człowieka.
Mężczyzna roześmiał się na to
- Zabawne... Możecie kłamać ile chcecie,ale wiem,że to ona poczułem tę moc ze środka Galaktyki i przyprowadziła mnie do tego dziecka...-spojrzał na mnie uważnie- po którym widać,że nie jest takie jak inne
Milczałam stanęły mi w oczach łzy
- Nie płacz dziecinko... I chodź posłusznie ze mną
- Nie...-wyszeptałam.
- Uhu.. Powiedziałaś coś nie spodziewałem się tego po tobie...-zerknął zdziwiony- ale to nieważne idziemy
- Nie masz prawa jej brać nigdzie!-zawołał służący
- Stul pysk a oszczędzę cię
- Nie!
- Sam się prosisz- kopnął go.
Sługa jęknął z bólu i upadł na ziemię. Wystraszyłam się tym widokiem, zrobiłam kilka kroków do tyłu.
Mężczyzna dalej go kopał.
- Prz..przestań!-zawołałam z łezkami
- Zaczyna mi się podobać
- To niewinna osoba! Zostaw pana!
On popatrzył na mnie i wybuchł śmiechem.
- Pójdę...
- He?
- Ale nie rób już Panowi krzywdy..
- Grzeczna dziewczynka- przerwał czynność i podszedł w moim kierunku, wyciągając dłoń w kierunku mego czoła.
Zamknęłam mocno z łezkami oczy.
- ZOSTAW JĄ!
- Kto to?-rozejrzał się.
Spojrzałam tylko w tamtym kierunku. Wiedziałam,że znam skądś ten głos.
I nie myliłam się...
Nagle przed nami pojawiła się Królowa Reitunity.
- K..królowa- wystraszyłam się widząc ją.
- Oho.. Szanowna Królowa Kryształowego Królestwa-uśmiechnął się- Kto by się spodziewał?
- Zostaw ją w spokoju...-powiedziała poważnym tonem
- Oj nie wiem... Byłaby mi bardzo przydatna.
- Nie pozwolę ci jej tknąć
- Bla bla bla-wywrócił oczami
- Chodź tu Mizuki- wyciągnęła do mnie ręce
Pomrugałam oczami i niepewnie ruszyłam jednak złapał mnie mężczyzna
- Nie pozwolę!
Szamotałam się. W dłoni królowej pojawił się kryształ.
- Zostaw ją albo...
- Kryształ Marzeń-wyszeptał
- Wiesz co to jest-uśmiechnęła się- Więc wiesz co może cię czekać?
- Cholera...
- Puść ją i odejść!
Myślał po chwili mnie puścił
- Jak będę silniejszy wrócę, odbiorę ci ją i kryształ! Zobaczysz!-zawołał i zniknął.
Reitunity spoglądała chłodno w miejscu gdzie stał, ja jedynie patrzyłam na nią ze obawą i zmartwieniem.
Nagle obróciła się w moim kierunku.
- Do wieży...-powiedziała tylko i ruszyła
Opuściłam głowę i ruszyłam smutno za nią.
Chwilę później byłam już w moim... domu. Siedziałam na ziemi w kącie i spoglądałam na milczącą królową,po której wyrazie twarzy nic nie mogłam wywnioskować.
W pewnym momencie spojrzała na mnie a ja odruchowo drgnęłam.
- Prosiłam tyle razy...-wyszeptała
- Królowo...
- Prosiłam wiele razy byś nie opuszczała wieży! Że tu masz być!-stopniowo podnosiła głos aż zaczęła krzyczeć.
Przez co stanęły mi w oczach łzy.
- Czy ja mówiłam niewyraźnie!? Masz tu być! Nigdzie indziej!
- Ja chciałam tylko...-wymamrotałam płacząc
- Nie obchodzi mnie to co chciałaś! Wiesz co mogło się stać gdybym się nie zjawiła!? Zabrałby cię a wtedy królestwo byłoby w zagrożeniu!
- Prze..przepraszam...-schowałam twarz we dłoniach i rozpłakałam się
- Nigdy.. Do końca swego życia stąd nie wyjdziesz!
- A..ale ja..jak to?-spojrzałam na nią zalana łzami
Po chwili opanowała się, gdy na mnie spojrzała odwróciła wzrok
- Zastanów się nad tym co mówiłam- po tych słowach odeszła.
Gdy poszła patrzyłam na miejsce gdzie stała z szeroko otwartymi oczami. Cała drżałam a po policzkach niekontrolowanie płynęły mi łzy.
- N..Nie wyjdę?-wyszeptałam po upływie kilku minut- N..Nie.. -spłynęły kolejne łzy zaczęłam uderzać dłońmi o ścianę- Nie!-krzyczałam płacząc- N..Nienawidzę jej... Nienawidzę ludzi... nienawidzę tego miejsca- po chwili przestałam uderzać w ścianę, skuliłam się i schowałam głowę w kolana nadal płacząc.
Czułam ogromny ból nie tylko fizyczny bo bolały mnie całe dłonie ale i serca. Czułam choćby coś rozrywało mi je.
Nawet nie wiem kiedy ale zasnęłam...
Gdy się ocknęłam było już dość późno. Odruchowo rozejrzałam się po... po mym pokoju.
I wtedy zauważyłam ją...
Dziewczynką wyglądającą prawie tak jak ja, jedynie co ją różniło to to,że włosy miała splecione w warkocze a na sobie miała ciemną sukienkę. Spoglądała ciągle na mnie z uśmiechem
Przestraszyłam się i odsunęłam. Byłam zaskoczona jak ta dziewczynka znalazła się w wieży i jak długo tak na mnie patrzyła?
- K..Kim ty jesteś?
- Nie bój się ja cię nie skrzywdzę- powiedziała tylko
- Ale skąd tu się wzięłaś? Ciebie też tu zamknęli?
Pokręciła głową
- Nie... Ja jestem wolna
- Wolna?-wyszeptałam i spojrzałam w bok- Więc odejdź... To nie jest najlepsze miejsce.
- Przybyłam tu dla ciebie... Mizuki
- S..Skąd wiesz jak się nazywam?
- Wiem o tobie wszystko
- Jak to?
- Zawsze byłam tuż przy tobie i teraz pojawiłam się bo usłyszałam twe wołanie.
- Moje wołanie-pomrugałam oczami nadal nie rozumiejąc nic.
- To nie jest ważne-uśmiechnęła się.
- Ale...
- Będę z tobą...
- Nawet nie wiem jak się nazywasz...-wyszeptałam
- A czy to ważne?
Przytaknęłam
- Chcę wiedzieć przynajmniej tyle..
- Hate-odparła
- Hate? Dlaczego nienawiść?-zdziwiłam się- Nie pasuje to do ciebie...
- Ponieważ nienawidzę
- Nienawidzisz?
Kiwnęła głową i spojrzała w kierunku okna
- Nienawidzę wszystkich.. świata, ludzi, tego królestwa,królowej i tej wieży...
- Czemu?
- Bo czemu mam kochać to co mnie rani?
Opuściłam tylko głowę
- Więc...
Spojrzałam na nią
- Będziesz moją przyjaciółką?-wyciągnęła do mnie rękę z uśmiechem
Zdziwiłam się jej pytaniem po chwili delikatnie kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Tak...-złapałam ją za dłoń.
- Co się dzisiaj dzieje?-szepnęłam po upłynięciu kilku godzin.
Usiadłam w kącie i skuliłam się,zawsze robiłam to gdy czułam się samotna. W pewniej chwili spłynęły mi łzy. Poczułam się jeszcze bardziej samotna niż zawsze, i wtedy przybył sługa z obiadem.
- Obiad- powiedział z uśmiechem, otworzył drzwi i wszedł do środka.
Ja byłam za bardzo załamana by spojrzeć na niego. Mimo,że zawsze byłam smutna to nie chciałam nikomu tego pokazywać.
Służący widząc,że nadal siedzę w tym samym miejscu i jestem skulona podszedł zmartwiony bliżej.
- Panienko? Wszystko dobrze?
Milczałam spłynęło mi więcej łez,które niestety on zauważył.
- Hej co się stało?-spytał
- Nikt mnie nie odwiedził...-wyszeptałam
- Pewnie przyjdą później.
Pokręciłam głową smutno.
- Nie przyjdą...
- Nie martw się.. Mam obiad on cię od razu rozweseli
- Nie lubię tego miejsca-przyznałam.
To był pierwszy raz jak komuś powiedziałam co czuję. Zawsze dusiłam w sobie uczucia.
- Kiedyś na pewno będziesz wolna...
Milczałam podniosłam głowę
- Już w to nie wierzę...
Opuścił głowę.
- Pozwoli mi pan wyjść?
- Co? Ale... Ja nie mogę....
Spoglądałam ze łzami
- Chociaż na chwilę... Nigdy nie byłam na świeżym powietrzu.
Pokręcił głową
- Wybacz... nie mogę... A nawet jeśli to pada więc nie ma sensu wychodzić
- Proszę pana... Mogę nawet zmoknąć ale chcę wyjść
Myślał
- Tylko na chwilkę... Królowa się nie dowie... Proszę
- Zgoda...-wyszeptał
- Na prawdę?-zdziwiłam się
Przytaknął
- Ale prędko...
Wstałam z ziemi
- Chodźmy...-ruszył
Nie myślałam wtedy długo wyszłam za nim. Tego uczucia nie umiałam opisać. Z jednej strony szczęście bo wyjdę z wieży, a z drugiej strach,że to się wyda.
Po niedługiej chwili bez przeszkód wyszliśmy na zewnątrz.
Ta chwila do tej pory jest dla mnie niezapomniana. Ten chłód, wiatr we włosach i deszcz. Po raz pierwszy poczułam się wolna. Podniosłam dłoń delikatnie ku górze, i wtedy na niej poczułam wilgoć, była to jedna z kropel deszczu. Spojrzałam na dłoń po chwili uśmiechnęłam się lekko. Wyszłam dalej i zaczęłam się kręcić w deszczu szczęśliwa. Nie obchodziło mnie to,że jestem coraz bardziej morka, nawet cieszyłam się z tego faktu.
Jednak to była tylko chwila...
Bo w pewnym momencie z chmur wydobyły się pioruny. Zaskoczyło mnie to i ustałam a służący od razu podszedł do mnie i złapał za nadgarstek
- Wracajmy
- Nie! Nie to za prędko!-zawołałam smutno
- Zgadzam się z tym-rozległ się echem głos mężczyzny.
Po chwili pojawił się kilka metrów dalej. Miał długie czarne włosy i czarny mundur.
Zmartwiłam się i wycofałam się niepewnie.
- Ty jesteś tą dziewczynką co widzi przeszłość i przyszłość, prawda?
Pokręciłam szybko głową przestraszona
- Nie umiesz kłamać... Widzę po twej twarzyczce... Boisz się i zapewne wiesz kim jesteś.
Znów pokręciłam głową.
- Reaguje jak każde inne dziecko,które spotyka niespodziewanie jakiegoś obcego człowieka.
Mężczyzna roześmiał się na to
- Zabawne... Możecie kłamać ile chcecie,ale wiem,że to ona poczułem tę moc ze środka Galaktyki i przyprowadziła mnie do tego dziecka...-spojrzał na mnie uważnie- po którym widać,że nie jest takie jak inne
Milczałam stanęły mi w oczach łzy
- Nie płacz dziecinko... I chodź posłusznie ze mną
- Nie...-wyszeptałam.
- Uhu.. Powiedziałaś coś nie spodziewałem się tego po tobie...-zerknął zdziwiony- ale to nieważne idziemy
- Nie masz prawa jej brać nigdzie!-zawołał służący
- Stul pysk a oszczędzę cię
- Nie!
- Sam się prosisz- kopnął go.
Sługa jęknął z bólu i upadł na ziemię. Wystraszyłam się tym widokiem, zrobiłam kilka kroków do tyłu.
Mężczyzna dalej go kopał.
- Prz..przestań!-zawołałam z łezkami
- Zaczyna mi się podobać
- To niewinna osoba! Zostaw pana!
On popatrzył na mnie i wybuchł śmiechem.
- Pójdę...
- He?
- Ale nie rób już Panowi krzywdy..
- Grzeczna dziewczynka- przerwał czynność i podszedł w moim kierunku, wyciągając dłoń w kierunku mego czoła.
Zamknęłam mocno z łezkami oczy.
- ZOSTAW JĄ!
- Kto to?-rozejrzał się.
Spojrzałam tylko w tamtym kierunku. Wiedziałam,że znam skądś ten głos.
I nie myliłam się...
Nagle przed nami pojawiła się Królowa Reitunity.
- K..królowa- wystraszyłam się widząc ją.
- Oho.. Szanowna Królowa Kryształowego Królestwa-uśmiechnął się- Kto by się spodziewał?
- Zostaw ją w spokoju...-powiedziała poważnym tonem
- Oj nie wiem... Byłaby mi bardzo przydatna.
- Nie pozwolę ci jej tknąć
- Bla bla bla-wywrócił oczami
- Chodź tu Mizuki- wyciągnęła do mnie ręce
Pomrugałam oczami i niepewnie ruszyłam jednak złapał mnie mężczyzna
- Nie pozwolę!
Szamotałam się. W dłoni królowej pojawił się kryształ.
- Zostaw ją albo...
- Kryształ Marzeń-wyszeptał
- Wiesz co to jest-uśmiechnęła się- Więc wiesz co może cię czekać?
- Cholera...
- Puść ją i odejść!
Myślał po chwili mnie puścił
- Jak będę silniejszy wrócę, odbiorę ci ją i kryształ! Zobaczysz!-zawołał i zniknął.
Reitunity spoglądała chłodno w miejscu gdzie stał, ja jedynie patrzyłam na nią ze obawą i zmartwieniem.
Nagle obróciła się w moim kierunku.
- Do wieży...-powiedziała tylko i ruszyła
Opuściłam głowę i ruszyłam smutno za nią.
Chwilę później byłam już w moim... domu. Siedziałam na ziemi w kącie i spoglądałam na milczącą królową,po której wyrazie twarzy nic nie mogłam wywnioskować.
W pewnym momencie spojrzała na mnie a ja odruchowo drgnęłam.
- Prosiłam tyle razy...-wyszeptała
- Królowo...
- Prosiłam wiele razy byś nie opuszczała wieży! Że tu masz być!-stopniowo podnosiła głos aż zaczęła krzyczeć.
Przez co stanęły mi w oczach łzy.
- Czy ja mówiłam niewyraźnie!? Masz tu być! Nigdzie indziej!
- Ja chciałam tylko...-wymamrotałam płacząc
- Nie obchodzi mnie to co chciałaś! Wiesz co mogło się stać gdybym się nie zjawiła!? Zabrałby cię a wtedy królestwo byłoby w zagrożeniu!
- Prze..przepraszam...-schowałam twarz we dłoniach i rozpłakałam się
- Nigdy.. Do końca swego życia stąd nie wyjdziesz!
- A..ale ja..jak to?-spojrzałam na nią zalana łzami
Po chwili opanowała się, gdy na mnie spojrzała odwróciła wzrok
- Zastanów się nad tym co mówiłam- po tych słowach odeszła.
Gdy poszła patrzyłam na miejsce gdzie stała z szeroko otwartymi oczami. Cała drżałam a po policzkach niekontrolowanie płynęły mi łzy.
- N..Nie wyjdę?-wyszeptałam po upływie kilku minut- N..Nie.. -spłynęły kolejne łzy zaczęłam uderzać dłońmi o ścianę- Nie!-krzyczałam płacząc- N..Nienawidzę jej... Nienawidzę ludzi... nienawidzę tego miejsca- po chwili przestałam uderzać w ścianę, skuliłam się i schowałam głowę w kolana nadal płacząc.
Czułam ogromny ból nie tylko fizyczny bo bolały mnie całe dłonie ale i serca. Czułam choćby coś rozrywało mi je.
Nawet nie wiem kiedy ale zasnęłam...
Gdy się ocknęłam było już dość późno. Odruchowo rozejrzałam się po... po mym pokoju.
I wtedy zauważyłam ją...
Dziewczynką wyglądającą prawie tak jak ja, jedynie co ją różniło to to,że włosy miała splecione w warkocze a na sobie miała ciemną sukienkę. Spoglądała ciągle na mnie z uśmiechem
Przestraszyłam się i odsunęłam. Byłam zaskoczona jak ta dziewczynka znalazła się w wieży i jak długo tak na mnie patrzyła?
- K..Kim ty jesteś?
- Nie bój się ja cię nie skrzywdzę- powiedziała tylko
- Ale skąd tu się wzięłaś? Ciebie też tu zamknęli?
Pokręciła głową
- Nie... Ja jestem wolna
- Wolna?-wyszeptałam i spojrzałam w bok- Więc odejdź... To nie jest najlepsze miejsce.
- Przybyłam tu dla ciebie... Mizuki
- S..Skąd wiesz jak się nazywam?
- Wiem o tobie wszystko
- Jak to?
- Zawsze byłam tuż przy tobie i teraz pojawiłam się bo usłyszałam twe wołanie.
- Moje wołanie-pomrugałam oczami nadal nie rozumiejąc nic.
- To nie jest ważne-uśmiechnęła się.
- Ale...
- Będę z tobą...
- Nawet nie wiem jak się nazywasz...-wyszeptałam
- A czy to ważne?
Przytaknęłam
- Chcę wiedzieć przynajmniej tyle..
- Hate-odparła
- Hate? Dlaczego nienawiść?-zdziwiłam się- Nie pasuje to do ciebie...
- Ponieważ nienawidzę
- Nienawidzisz?
Kiwnęła głową i spojrzała w kierunku okna
- Nienawidzę wszystkich.. świata, ludzi, tego królestwa,królowej i tej wieży...
- Czemu?
- Bo czemu mam kochać to co mnie rani?
Opuściłam tylko głowę
- Więc...
Spojrzałam na nią
- Będziesz moją przyjaciółką?-wyciągnęła do mnie rękę z uśmiechem
Zdziwiłam się jej pytaniem po chwili delikatnie kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Tak...-złapałam ją za dłoń.
środa, 4 listopada 2015
Epizod 1: Wieża,wizje i samotność...
Zapewne słyszeliście o opowieściach o przepięknych królestwach,które mieszczą się na Księżycu. Większość z tych co o tym słyszeli pewnie sądzą,że to jedynie legendy a inni uważają to bzdurne i fałszywe bajki. Jednak są i osoby,które wierzą,że na tej satelicie,która rozświetla noc istnieje życie. Ja jestem jedną z tych osób,która w to wierzy... Nie to,że wierzę... Ja tam mieszkam..
A dokładniej? Na jednym z królestw jasnej strony księżyca. Gdyż istnieje jeszcze mroczna strona,ale ta została nadana więźniom rządzona głównie przez demony. Na jasnej stronie istnieją dwa królestwa... Księżycowe i Kryształowe. Ja pochodzę z tego drugiego...
Kryształowe królestwo... Jego nazwa mówi sama za siebie. Wszystkie budynki w nim stworzone są z kryształu. Oprócz kryształu jest tu wiele roślinności co nadaje naszemu królestwu uroku. Znajduje się tu zamek, zbudowany tak jak reszta z kryształu, jednak wygląda inaczej niż pozostałe budynki, jest w koloru lilii i jest niezniszczalny, gdyż sam powstał z silnego kamienia.... Kryształu Marzeń,który ma olbrzymią moc,którą pragną zdobyć wszelcy wrogowie.
Królestwo jest rządzone przez dobrą i szlachetną królową Reitunity. Dba o swych poddanych. A zapomniałabym... Każde z królestw na Księżycu wyróżnia się czymś... Czy spiczastymi uszami, czy znakiem księżyca. Znakiem rozpoznawczym ludzi urodzonych i mieszkających w Kryształowym Królestwie jest serce... Każdy z mieszkańców ma inny kolor... odpowiadający wewnętrznym uczuciom, charakterowi czy zainteresowaniom.Moje serce na czole jest również w kolorze błękitu...
Tuż przy zamku stoi kryształowa wieża, w której żyję ja...
Mam długie lokowane brąz włosy związane w dwa wysokie kucyki spinkami w kształcie serc, oczy mam w kolorze granatu. Na sobie noszę w różnych odcieniach błękitu i granatu suknię. A co do imienia to Mizuki.
Pewnie zastanawiacie się czemu mieszkam w wieży.
To wszystko przez jeden dar,który jest dla mnie przekleństwem... A jest to widzenie przeszłości i przyszłości. Już od urodzenia mam ten dar...
Gdy byłam bardzo mała, nie pamiętam tego dokładnie ale zostałam znaleziona w ruinach jednego z domów przez Królową Reitunity. Byłam sama więc królowa przygarnęła mnie, a gdy wyszło na jaw,że posiadam dar... Wrogowie królowej pragnęli mnie zdobyć. Dlatego ukryła mnie w wieży.
Właśnie królowa nadała mi imię Mizuki. Mimo mej mocy nie potrafię na siłę ujrzeć przeszłości lub przyszłości, wizję pojawiają znikąd i są różnego rodzaju od dobrych, delikatnych i spokojnych po gwałtowne, niebezpieczne i krwawe.. Więc gdy chciałam ujrzeć moją przeszłość, a najbardziej mych rodziców nie umiałam... Tak więc nie wiem kim jestem i czemu byłam w tych ruinach...
Od zawsze żyłam w wieży zamknięta od świata, gdy byłam mała wiele razy pytałam królową o wyjście na zewnątrz. Ale odpowiedź zawsze była taka sama... Świat poznawałam jedynie z książek. Mimo,że w celi miałam okno to było o wiele za wysoko tak,że nie mogłam przez nie spojrzeć, a co najważniejsze były na nich kraty. Pragnęłam nade wszystko wyjść jak postacie w książkach na zewnątrz poznać nowe osoby, zaprzyjaźnić się z nimi i spędzać z nimi całe dnie... Jednak to były tylko moje marzenia. Całe dnie siedziałam sama w wieży bez kogoś z kim mogłabym porozmawiać... Nie miałam nawet zabawek by sama się bawić. Odwiedzało mnie kilkoro osób czyli sługa z śniadaniem, obiadem lub kolacją, guwernantka oraz raz dziennie królowa.
Za każdym razem gdy pytałam Reitunity o to czy będę wolna odpowiadała mi:
-" Kiedyś najdzie taki moment..."
Po czym zawsze wychodziła. Te słowa dawały mi wiele nadziei i otuchy... Jednak ten dzień nie chciał nastąpić tak prędko....
A dokładniej? Na jednym z królestw jasnej strony księżyca. Gdyż istnieje jeszcze mroczna strona,ale ta została nadana więźniom rządzona głównie przez demony. Na jasnej stronie istnieją dwa królestwa... Księżycowe i Kryształowe. Ja pochodzę z tego drugiego...
Kryształowe królestwo... Jego nazwa mówi sama za siebie. Wszystkie budynki w nim stworzone są z kryształu. Oprócz kryształu jest tu wiele roślinności co nadaje naszemu królestwu uroku. Znajduje się tu zamek, zbudowany tak jak reszta z kryształu, jednak wygląda inaczej niż pozostałe budynki, jest w koloru lilii i jest niezniszczalny, gdyż sam powstał z silnego kamienia.... Kryształu Marzeń,który ma olbrzymią moc,którą pragną zdobyć wszelcy wrogowie.
Królestwo jest rządzone przez dobrą i szlachetną królową Reitunity. Dba o swych poddanych. A zapomniałabym... Każde z królestw na Księżycu wyróżnia się czymś... Czy spiczastymi uszami, czy znakiem księżyca. Znakiem rozpoznawczym ludzi urodzonych i mieszkających w Kryształowym Królestwie jest serce... Każdy z mieszkańców ma inny kolor... odpowiadający wewnętrznym uczuciom, charakterowi czy zainteresowaniom.Moje serce na czole jest również w kolorze błękitu...
Tuż przy zamku stoi kryształowa wieża, w której żyję ja...
Mam długie lokowane brąz włosy związane w dwa wysokie kucyki spinkami w kształcie serc, oczy mam w kolorze granatu. Na sobie noszę w różnych odcieniach błękitu i granatu suknię. A co do imienia to Mizuki.
Pewnie zastanawiacie się czemu mieszkam w wieży.
To wszystko przez jeden dar,który jest dla mnie przekleństwem... A jest to widzenie przeszłości i przyszłości. Już od urodzenia mam ten dar...
Gdy byłam bardzo mała, nie pamiętam tego dokładnie ale zostałam znaleziona w ruinach jednego z domów przez Królową Reitunity. Byłam sama więc królowa przygarnęła mnie, a gdy wyszło na jaw,że posiadam dar... Wrogowie królowej pragnęli mnie zdobyć. Dlatego ukryła mnie w wieży.
Właśnie królowa nadała mi imię Mizuki. Mimo mej mocy nie potrafię na siłę ujrzeć przeszłości lub przyszłości, wizję pojawiają znikąd i są różnego rodzaju od dobrych, delikatnych i spokojnych po gwałtowne, niebezpieczne i krwawe.. Więc gdy chciałam ujrzeć moją przeszłość, a najbardziej mych rodziców nie umiałam... Tak więc nie wiem kim jestem i czemu byłam w tych ruinach...
Od zawsze żyłam w wieży zamknięta od świata, gdy byłam mała wiele razy pytałam królową o wyjście na zewnątrz. Ale odpowiedź zawsze była taka sama... Świat poznawałam jedynie z książek. Mimo,że w celi miałam okno to było o wiele za wysoko tak,że nie mogłam przez nie spojrzeć, a co najważniejsze były na nich kraty. Pragnęłam nade wszystko wyjść jak postacie w książkach na zewnątrz poznać nowe osoby, zaprzyjaźnić się z nimi i spędzać z nimi całe dnie... Jednak to były tylko moje marzenia. Całe dnie siedziałam sama w wieży bez kogoś z kim mogłabym porozmawiać... Nie miałam nawet zabawek by sama się bawić. Odwiedzało mnie kilkoro osób czyli sługa z śniadaniem, obiadem lub kolacją, guwernantka oraz raz dziennie królowa.
Za każdym razem gdy pytałam Reitunity o to czy będę wolna odpowiadała mi:
-" Kiedyś najdzie taki moment..."
Po czym zawsze wychodziła. Te słowa dawały mi wiele nadziei i otuchy... Jednak ten dzień nie chciał nastąpić tak prędko....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)